|
Z Marcinem Kwaśnym spotkaliśmy się na palnie nowego serialu "Szpilki na Giewoncie". Podczas spotkania mieliśmy okazję porozmawiać o samym serialu oraz o śpiewaniu, pisaniu ... Zapraszamy do lektury.
Wkrótce zobaczymy Pana w nowym serialu telewizyjnym „Szpilki na Giewoncie”. O czym będzie ten serial? Mogę opowiedzieć o granej przeze mnie postaci. Rafał to pracownik firmy reklamowej, który robi wszystko, żeby pójść do łóżka z główną bohaterką Ewą (Magda Schejbal) Działa jednak w fatalnym stylu i z mizernym skutkiem. Jest seksoholikiem, co rodzi często tragikomiczne sytuacje. Zraniona męska duma i próżność powodują,że będzie starał się na każdym kroku rzucać Ewie kłody pod nogi. A jej potknięcia będą go niezmiernie cieszyć.
Zdjęcia były kręcone m. in. w Zakopanym ... Miałem scenę na nartach. Zjazd po na stromym stoku. Na szczęście był kaskader, który mnie zastąpił. Kiedyś gdy prywatnie zjeżdżałem z dużo mniej stromej góry nie mogłem wyhamować i nadziałem się od przodu na pewną panią. Chwilę jechaliśmy w tandemie lecz szybko się przewróciliśmy. Ja ją przepraszam, wyjaśniam, że dopiero się uczę a tuż obok nas hamuje ostro jakiś gość i wrzeszczy na tę kobietę:”Helena, wstawaj!”A ona:”Wiesiu, pomóż mi.”A on:”Nie, wjechałaś w pana to sobie radź” W „Szpilkach” wiele jest takich komicznych sytuacji.
A prywatnie jest Pan człowiekiem gór czy morza? Śmieję się, że jestem góralem „niskopiennym” bo pochodzę z Tarnowa gdzie zaczyna się pogórze karpackie. Lubię oczywiście „najodować” się nad morzem, szum morza mnie uspokaja. Jednak wierny od lat jestem górom, gdzie na szczytach panuje przeogromna cisza a rozległy pejzaż w „ powieki wsiąka”.Ponadto w górach nigdy nie miewam kaca...
Ale sam sport nie jest Panu obcy? Ze sportów wyczynowych najbardziej lubię … szachy i bilard. (śmiech)
W serialu główna bohaterka wyjeżdża z Warszawy na prowincje. Zdecydowałby się Pan na to? Zdecydowałbym się pod jednym warunkiem. Gdyby pozwalała mi na to praca. Póki co mam etat w warszawskim teatrze Kwadrat, gdzie grywam ostatnio dość często, tu kręcę serial i film fabularny, i tu chciałbym otworzyć swój własny teatr na warszawskiej Pradze. Ale gdy z małżonką zaprosimy na świat nowe stworzenie to kto wie?Żona z racji swojego zawodu już zaprojektowała nam dom. Ziemię w pobliżu Puszczy Białowieskiej już mamy. Tylko tego życia na kredyt nigdy dość:-)
Zagrał Pan w produkcji „Czego się boją faceci …”. Czego się boją faceci? Z punktu widzenia aktorskiego przy budowaniu nowej roli lepiej jest popatrzeć na bohatera pod kątem jego wad, słabości i lęków. Staje się ta postać automatycznie bardziej ludzka i ciekawsza do grania. Można wtedy próbować coś zamaskować a to zawsze rodzi jakąś tajemnicę. A czego boją się faceci dzisiaj? Nie wiem. Wyzwolonych kobiet? Lotów do Rosji? Pyłu wulkanicznego?
Zagrał Pan w wielu filmach, a podobno chciałby jeszcze zagrać muzyka ... Tak. Muzyka rockowego albo boksera. Tego pierwszego ze względu na pasje muzyczne a tego drugiego z miłości do zwierząt. To znaczy... do boksu oczywiście.
Pasje muzyczne to ponoć z powodu U2… Gdyby nie Bono i U2 nigdy nie sięgnąłbym po gitarę. To on zainspirował mnie do grania, śpiewania i pisania piosenek. Ma w sobie charyzmę, której mu zazdroszczę. Jak Ghandi albo Mandela. Może kiedyś uda mi się wypić z nim Guinessa w jakimś pubie w Dublinie. Tylko co ja mu wtedy powiem?...Wiem: ”Paul, może wolisz Żywca?”
To z tej muzycznej pasji wynikł Pana udział w programie „Jak Oni Śpiewają”? To była dla mnie fajna przygoda, krótka, lecz intensywna. Poznali się na mnie - odpadłem już w drugim odcinku. Za to w pierwszym, za piosenkę z filmu „Desperados” dostałem od jury średnią ocenę pięć i pół. Takiej średniej nie miałem przez całe liceum.
Poza śpiewaniem miał Pan przygodę z fotografią. Był Pan współautorem scenariusza filmu „Rezerwat”, którego bohater jest fotografem. Wszystko zaczęło się gdy wprowadziłem się na warszawską Pragę. Pewne zdarzenia, które pokazał ten film miały miejsce naprawdę. Do tej pory pode mną mieszka taksówkarz, a nade mną fryzjerka. Pierwszą wersję napisałem aby odreagować owo wprowadzenie się do dzielnicy, która na początku wydała mi się dosyć egzotyczna.Wcześniej mieszkałem po drugiej stronie Wisły i rzeczywistość była zupełnie inna. Samym scenariuszem zainteresowałem Łukasza Pawłowskiego, który przerobił go tak, że powstał z tego film.
Miał powstać również serial … Zostało napisane 13 odcinków na zamówienie telewizji publicznej. TVP się jednak wycofała ze względu na brak funduszy. Wiem jednak, ze wola zrobienia takiego serialu wśród kilku osób istnieje, więc może kiedyś dojdzie do jego realizacji. Oczywiście im wcześniej tym lepiej. Lata lecą...
Na Pradze, o której trakturj „Rezerwat”, chciałby Pan stworzyć teatr. To wcale nie takie łatwe jak wydawało mi się jeszcze rok temu. Powołałem do życia fundację, wydzierżawiłem od gminy budynek, przeznaczony do remontu i adaptacji, żona zrobiła projekt, poznajdowałem potencjalnych sponsorów. Schody zaczęły się wówczas gdy okazało się, że status prawny ziemi pod budynkiem jest nieuregulowany. To znaczy niewielka część należy do spółdzielni obok i w związku z tym nie możemy uzyskać pozwolenia na budowę. Rozmowy ze spółdzielnią trwają i mam nadzieję,że zakończą się pomyślnie. Inaczej będę musiał znaleźć jakieś inne lokum dla Teatru Praskiego. Póki co pomysł na jego inaugurację musi przesunąć się w czasie.
Zdradzi Pan co to za pomysł? Chce rozpisać konkurs na sztukę, która pokazywałaby życie na warszawskiej Pradze. Na taki w pewnym sensie teatralny „Rezerwat”.
O Pradze może się chyba wypowiadać osoba, która faktycznie miała styczność z tą dzielnica. Do kogo będzie skierowany ten konkurs? Do wszystkich, którzy mają o tej dzielnicy, jej kolorycie i zwyczajach coś do powiedzenia.
Czy trudno jest otworzyć własny teatralny biznes? Początki są zawsze trudne, ale jeżeli zrobi się pierwszy krok, który będzie trafiony, to nieoczekiwanie może przyjść lawina pozytywnych zdarzeń. Ja akurat zrobiłem tak, że wyprodukowałem kilka sztuk i zaczęło mi sprawiać to coraz większą frajdę. Finansowo też jakoś nie było najgorzej. Uważam, że inwestowanie w sztukę może być nie tyle szlachetne co po prostu opłacalne.
"Marzy mi się bycie w przyszłości producentem filmowym, podziwiam Mela Gibsona, który jest sam sobie sterem, żeglarzem i okrętem." - to Pana słowa. Na jakim etapie zawodowego usamodzielniania Pan jest? Zaczynam brać stery we własne ręce. Okręt jeszcze płynie powoli ale z czasem nabierze wigoru. Skończyliśmy właśnie wraz z policjantem z wydziału zabójstw Marcinem Skórą pisać scenariusz filmowy, zainteresowałem nim reżysera z „pierwszej półki”.Trwają rozmowy z producentem. Będziemy składali wniosek o dotację i jeżeli się wszystko uda, to zagram rolę zupełnie inną niż do tej pory. Będę łysy, przypakowany i nikt mnie nie pozna.
Miał Pan okazje zagrać również w produkcjach zagranicznych „Patagonia” oraz „Aglaja”. W „Aglaji” zagrałem fotoreportera Tima, który ma romans z matką głównej bohaterki. Do tego filmu „wyłowiony” zostałem z „Rezerwatu”, który bardzo się podobał reżyserce Krisztinie Deak. Drugi film jest produkcją brytyjską i trafiłem do niego z kastingu organizowanego w Polsce. Okazało się już na planie, że zagra w nim także wokalistka Duffy.
To jest ciekawa informacja. To był jej debiut filmowy i bardzo się denerwowała. Miała tylko jedną scenę, akurat ze mną. Może dlatego (śmiech).
Nowości 9 lipca 2010
|