| Recenzja filmu 'Saga Zmierzch: Zaćmienie' | ||||
|
|
Skoncentrowanie się na sensacyjnym motywie, sprawiło, że "Zaćmienie" jest dynamiczne i nasycone akcją. Miejsce westchnień i ckliwych wyznań miłości (spokojnie, drogie panie, one też są), w dużej mierze zajęły treningi przed bitwą i same potyczki. Oglądanie latających, ukręconych łbów krwiopijców czy rozrywanych przez wilki ich skamieniałych ciał jest o wiele atrakcyjniejsze niż maślane oczy Belli. Niestety, ujęcie powieści z takiej perspektywy sprawiło, że pozostałe wątki, w tym retrospekcyjne, potraktowane zostały bardzo pobieżnie. Nie byłoby w tym nic złego, twórcy starali się jednak oddać jak najwięcej z książki, przez co całość jest mało spójna i jawi się jako skrótowy zlepek zdarzeń, które nie od razu łączą się w logiczną całość. Wystarczyło pominąć kilka z nich i skupić się na zbudowaniu mniej wiernej literackiemu oryginałowi, za to ciekawszej pod względem filmowym fabuły. "Zaćmienie" ma jeszcze jedną wadę - Taylora Lautnera. Pod względem wyglądu chłopak jest idealnie dobrany, jego muskulatura jest bardziej niż apetyczna, jednak słabo gra. Jacob z powieści jest pewnym siebie, nieco aroganckim i charyzmatycznym kolesiem, którego utarczki z Edwardem a nawet Bellą są jednym z najjaśniejszych punktów powieści. Tymczasem Lautner zupełnie nie potrafił oddać uroku tej postać, a tym samym pozbawił widzów iskrzących interakcji ze swym rywalem.
|



Twórcy "Zaćmienia" zdecydowanie wyciągnęli wnioski z błędów, które popełnili przy okazji "Księżyca w nowiu" i zgodnie z obietnicą nakręcili obraz, który może spodobać się męskiej części publiczności.