Mam ogromną tolerancję wobec komedii romantycznych. Większość przyjmuję z dobrodziejstwem inwentarza. Zupełnie nie przeszkadzają mi nieprawdopodobne scenariusze, skrajna naiwność bohaterów, pseudoromantyczna rozlazłość górująca nad komediowym aspektem. Wszystko ma jednak swoje granice. Okazało się, że w moim przypadku jest nią "Plan B".
Zoe (Jennifer Lopez) jest spełniona zawodowo, ma grono serdecznych przyjaciół i generalnie jest zadowolona z życia. Do pełni szczęścia brakuje jej tylko... dziecka. Nie wpada jednak w panikę, bowiem ma plan awaryjny. Skoro na jej drodze nie pojawił się przyszły ojciec jej maleństwa, postanowiła znaleźć go w banku spermy. Wiadomo jednak, że życie lubi płatać figle i rzadko kiedy wszystko udaje się zgodnie z planem, nawet jeśli jest to plan B. W chwilę po opuszczeniu kliniki, z plemnikami urządzającymi sobie wyścig w jej macicy, spotyka mężczyznę swych marzeń.
Kojarzycie serial "Majka"? Tu jest podobnie, z tym, że bohaterowie filmu są ciut bardziej wiarygodni, bo uprawiają seks. W każdym razie, facet zakochuje się w dziewczynie od pierwszego wejrzenia, a po kilku randkach i jednej wspólnej nocy jest tak zatracony w miłości, że gotów jest związać się z ukochaną i wychowywać jej potomstwo z probówki. Byłabym gotowa zgodzić się na tak absurdalną opowieść, gdyby między aktorami była chemia albo gdyby były ciekawe wątki poboczne, a nie chore spotkania grupy wsparcia dla samotnych matek z akcją porodową w salonie. Przymknęłabym oko na hormonalno-histeryczny styl obrazu, gdyby królewicz z bajki był Gerardem Butlerem, lub choć odrobinę charyzmatycznym facetem, a nie mydłkiem produkującym sery. Nawet z humorem jest słabo. Zdawać by się mogło, że tak kosmiczna historia to kopalnia błyskotliwych, zabawnych anegdotek i dialogów, tymczasem czekają nas denne gagi i niesmaczne sceny z moczem i żarciem (ciężko mówić w tym przypadku o jedzeniu, proszę mi wierzyć).
Całość przed totalną katastrofą ratuje Jennifer Lopez. Nie, gwiazda nie stała się nagle wybitną aktorką, ale jest w jej roli pewna dawka autoironii, za co należą jej się brawa. Kto nie ma jednak ochoty wysłuchiwać jak J.Lo rozprawia o swym wielkim tyłku albo oglądać jej na sedesie, powinien szybko opracować plan B.
Ostatnio często wybieram się na filmy w formacie 3D. Są to produkcję różne, jeżeli chodzi o wrażenia. Niektóre z nich robią naprawdę ogromne wrażenie, a niektóre są średnie. Do tych pierwszych z całą pewnością można zliczyć obraz pokazujący życie w głębi oceanu – ‘Ocean przygód 3D’
Badacz oceanów Jean-Michel Cousteau przedstawia rewelacyjną familijną produkcję filmową "Ocean przygód 3D" - niesamowitą podróż małego żółwika w głąb nieznanego i pięknego oceanu. Będziecie świadkami spektakularnych i niezapomnianych wydarzeń z życia podwodnego świata.
„Ocean przygód 3D” to wyjątkowa okazja, aby w technologii 3D zobaczyć sceny, których nigdy wcześniej nie pokazywano na srebrnym ekranie - "taniec" diabłów morskich, pełen grozy "marsz" rekinów młotów, delfiny grające w glonową odmianę "piłki nożnej", a także spotkanie z waleniami - największymi stworzeniami na naszej planecie.
Polską narrację powierzono młodej aktorce znanej głównie z serialu ‘Na Wspólnej’ – Joannie Jabłczyńskiej. Moim zdaniem bardzo dobrze wpasowała się ona w rolę małego żółwika, który nas oprowadza po głębiach oceanu.
To właśnie małe stworzenie dostarcza nam wielu ciekawych informacji o życiu w oceanie. Pozytywem tej produkcji jest to, że nie ma tu suchych informacji, dzięki czemu widz się nie nudzi. Nasza bohaterka opowiada o wielu ciekawych rzeczach, a robi to m. in. dzięki wielu porównaniom, co stanowi duży walor edukacyjny.
Jest to dużym plusem głównie ze względu na dzieci i młodzież, która pójdzie do kin. Czas spędzony w kinie będzie zarówno przyjemny jak i pożyteczny.
Obraz jest zrobiony estetycznie.
Innym ważnym atutem, który zrobił na mnie wrażenie to muzyka, która bardzo dobrze dopasowana jest do sytuacji na ekranie. Gdy był na ekranie pojawiały się drapieżni mieszkańcy oceanów (rekiny lub inne ryby), to pojawiała się muzyka niczym z filmu ‘Szczęki’. Muzyka była świetnie dopasowana do danej sytuacji, akcji.
Do naszych kin trafia wiele komedii romantycznych, które są mniej lub bardziej ciekawe. Nie dawno na ekrany kin weszła kolejna komedia, w której główne role grają Gerard Butler oraz Jennifer Aniston. Oglądając zwiastun miałam nadzieje, że będzie to udana komedia i się nie pomyliłam.
Milo Boyd (Gerard Butler ) były policjant wciela się w rolę łowcy nagród. Czeka na niego 5,000 dolarów za doprowadzenie jego byłej żony - Nicole Hurley (Jennifer Aniston) do aresztu. Zadanie wydaje się dla niego łatwe, lecz okazuje się ono trudne do wykonania.
Film trwa prawie 2 godziny, ale widz nie nudzi się, co jest dowodem na to, że film jest dobrze zrobiony. Dużym plusem jest szybka akcja oraz wplecione w wątek miłosny wątki kryminalne.
Jest to komedia lekka, łatwa i przyjemna, ale nie głupkowata. Polecam ten film tym osobom, które chcą wybrać się do kina na coś odprężającego, na coś co poprawi nastój.
Dużym atutem są tutaj dialogi głównych bohaterów. Sprawdza się też przysłowie „kto się czubi ten się lubi”. Mimo, że nasi bohaterowie są po przeciwnych stronach, to widać, że świetnie się bawią.
Gwiazda filmowa Agnieszka (Ewa Hornich), rozpieszczona córka miliardera Oliwia (Monika Dryl) oraz jej gotowa na wszystko przyjaciółka o wielkim sercu, choć małym rozumie - Jadźka (Anna Oberc). Mimo, iż trzy dziewczyny skrajnie różnią się od siebie, łączy je fakt, że każda z nich poszukuje faceta marzeń, prawdziwego fenomena... Gwiazdor-mamisynek Czarek (Rafał Cieszyński), przystojny włoski archeolog (Alessandro Bertolucci), pewny siebie motocyklista (Maciej Jachowski) i twardy w staraniach o każdą rolę aktor Miękki (Przemysław Cypryański), arcypłodny scenarzysta Stasio (Łukasz Nowicki), a może... Wujek Samo Zło we własnej osobie. Który z nich okaże się godnym kandydatem na FENOMENA?
„Fenomen“ to nieprzyzwoicie śmieszna komedia, nawiązująca do najlepszych tradycji gatunku, pełna zaskakujących zwrotów akcji, barwnych postaci i zabawnych dialogów, które mają szansę na trwałe zapisać się w pamięci kinomanów.
W taki sposób dystrybutor reklamuje nową komedię Tadeusza Paradowicza.
Jeżeli chodzi o aktorów, to największe wrażenie zrobili na mnie Przemysław Cypryański, który rewelacyjnie zagrał geja. Wcześniej aktor był znany chociażby z komedii romantycznej ‘Jeszcze raz’ oraz szerszej publiczności z serialu ‘M jak miłość’. Wcielając się w Miękkiego aktor udowadnia, że może zagrać każdą rolę z danym mu wdziękiem. Na uwagę zasługuję tutaj Rafał Cieszyński, który zagrał przystojnego mamisynka Czarka. Matkę zagrała Elżbieta Okupska, której teksty wywoływały śmiech na sali („milcz, jak do mnie mówisz synku”).
Byłam też ciekawa jak zagra Anna Oberc i powiem szczerze, że lepszą rolę ma w serialu „Samo życie”, gdzie gra twardą dziewczynę, walczącą o swoje.
Dużym plusem są plenery Płocka, w którym rozgrywała się akcja. Piękne nadwiślańskie bulwary, skarpa, starówka.
O produkcji można na pewno powiedzieć, że jest ona lekka, typowo weekendowa. Po całym tygodniu pracy czy nauki, czasami warto iść na komedię lekką i przyjemną.
Każdy z nas zna opowieść o Robin Hoodzie, dzielnym rycerzu, który okrada bogatych, aby dać biednym. Znamy te historię chociażby z filmów z niezapomnianym Michaelem Praedem czy Kevinem Costnerem.
Teraz przyszedł czas na film o Robinie Longstride, za którego wcielił się sam Russel Crowe.
Robin Longstride to członek elitarnej drużyny łuczniczej, która wraz z brytyjskim królem RyszardemLwie Serce, szturmuje francuski zamek, w drodze powrotnej z wieloletnich krucjat. Gdy król ginie, Robin wraz z kilkoma łucznikami ze swojej drużyny postanawia wrócić do kraju. Pewne tragiczne okoliczności sprawiają, że do Londynu przybywa jako rycerz Robert Loxley z koroną króla. O tym, że nie jest owym rycerzem, wiedzą jedynie zabójcy prawdziwego Loxleya oraz żona, oczekująca go od dziesięciu lat. W interesie ojca sir Waltera Loxleya, a dokładniej jego majątku, jest utrzymywanie, że do domu po 10 latach powrócił prawowity dziedzic. Skarbiec królewski jest pusty, więc świeżo wybrany król Jan brutalnie przystępuje do egzekwowania należnych mu podatków. Gnębieni poddani cierpią biedę, przeciwko królowi zaczynają się buntować baronowie, a tymczasem do brzegów brytyjskich zbliża się francuska armia mająca na dworze brytyjskim podstępnego sojusznika...
Na tym zakończę o filmie, ponieważ nie chciałabym zdradzić wszystkiego, ale już teraz zachęcam do pójścia do kina właśnie na ten film.
Mogę powiedzieć, że jest to inna opowieść o Robin Hoodzie, którą znamy z wcześniejszych ekranizacji. Jest to film pokazujący życie naszego bohatera przed tym jak został znanym Robinem z Sherwood. Moim zdaniem jest to ciekawa wizja Ridleya Scotta.
Zacznę może od niesamowitej gry Russella Crowe, którego wcześniej mieliśmy okazję poznać w głośnym obrazach ‘Gladiator’ czy ‘Piękny umysł’. Moim zdaniem widz, który śledził role filmowe aktora, po obejrzeniu ‘Robin Hooda’ wyjdzie z pozytywnym odczuciami.
Przyjemnie patrzy się również na innych aktorów, którzy towarzyszą Russellowi w tej produkcji. Każdy z aktorów interesująco zagrał swoja postać.
Dużą zaletą tego obrazu jest dynamiczność. W filmie jest wiele scen walki. Tego typu produkcji można zarzuć, że takich scen jest za dużo, ale moim zdaniem w tym przypadku reżyser bardzo dobrze pokazał sceny oblężenia. Sceny batalistyczne są naprawdę znakomite.
Dodatkowo bardzo pozytywną cechą produkcji są plenery, pokazane krajobrazy średniowiecznej Anglii. Ludzie odpowiedzialni za scenografię świetnie odtworzyli średniowieczne miasta i osady, a doskonale oddane stroje z epoki pozwalają widzom na chwilę przenieść się do średniowiecznej Anglii.
Film polecam wszystkim, nie tylko tym którzy lubią filmy historyczne.
Medical Tourism in Poland to specjalistyczna platforma turystyczno-medyczna, która oferuje możliwość bezpośredniego kontaktu do danego specjalisty , jak również wyboru najlepszego gabinetu medycznego w Polsce.