Recenzje filmów
Recenzja filmu 'Grubasy'
Written by megafon    Saturday, 17 July 2010 16:24    PDF Print E-mail

Na okładkach magazynów chude modelki w bikini a w kinach "Grubasy". Chociażby dla zachowania równowagi warto się wybrać na nowy film Daniela Sáncheza Arévalo.

Czworo bohaterów filmu to uczestnicy terapii dla otyłych. Jest gej reklamujący tabletki odchudzające, szczęśliwy ojciec rodziny, obawiający się o zdrowie, należąca do religijnej wspólnoty dziewica oraz dziewczyna, która chce zrzuć wagę, nim jej chłopak wróci z kontraktu ze Stanów. Jest także prowadzący, spodziewający się z żoną pierwszego dziecka. Zajęcia nie polegają na fizycznych ćwiczeniach, ale dociekaniu przyczyn otyłości. Innymi słowy, wszystkich, łącznie z prowadzącym, czeka swoista psychoterapia, która ujawni, że mają dużo większe problemy niż kilka(naście) kilogramów za dużo.

Kto zetknął się z twórczością Hiszpana, wie czego się spodziewać. Twórca podobnie jak w "GranatowyPrawieCzarny" próbuje mówić o gorzkich sprawach w słodki sposób.

Nie hollywoodzko słodki, lukrowany, ale z urokiem i zabawnie. I przez sporą część filmu mu się to udaje. Początek jest więcej niż obiecujący. Stopniowo zaczynają wychodzić na jaw grzeszki, obawy, kłamstwa. Każdy z bohaterów obnaża się (nie tylko dosłownie), pokazuje prawdziwą naturę. Większość nietrudno polubić, dlatego ochoczo śledzimy ich poczynania. Wtedy jednak zaczynają się problemy, tak w życiu grubasów, przystojnego terapeuty, jak i na ekranie. Skłaniające do refleksji opowiastki podążają ku przepaści. Znika humor, pojawia się dramat. W nienaturalny sposób, wszystko wszystkim zaczyna układać się źle. Wydaje się, że każda decyzja może doprowadzić tylko do jeszcze gorszej, bardziej przygnębiającej sytuacji. Zaczynają też królować schematy i uproszczenia.

Nie można Arévalo odmówić zmysłu obserwacji. Sam pomysł jest znakomity i niektóre historie naprawdę nieźle poprowadzone. Z uwagi na mnogość postaci i trapiących ich problemów oraz wzajemne przeplatanie się losów poszczególnych bohaterów i ich bliskich, wiele ciekawie zapowiadających się wątków zostaje brutalnie spłycona, co więcej w tendencyjny, mocno przewidywalny sposób. Niestety też zakończenia niektórych opowieści wydają się wymuszone i nienaturalne, co psuje początkowe bardzo dobre wrażenie.

Najnowsze dzieło twórcy "GranatowyPrawieCzarny" nie jest może tak dobre, jak być mogło, ale kilka błyskotliwych spostrzeżeń, znakomite aktorstwo (kapitalny Antonio de la Torre), przyjemnie niespieszne tempo i klimatyzacja w kinie, powinny być wystarczająca zachętą.

Joanna Moreno | Vivarto

 

 

 
Recenzja filmu 'Predators'
Written by megafon    Saturday, 17 July 2010 16:13    PDF Print E-mail

Prawo dżungli mówi, że przeżyje najsilniejszy. Czy jednak ludzie powinni stosować się do tego prawa? I czy to kwestia do rozważenia w produkcji z gatunku sensacja/science fiction?

Oryginalny "Predator" z 1987 roku był czystą mistrzowsko zrobioną rozrywką. Nakręcił go koleś, który później obdarował świat "Szklanymi pułapkami" (John McTiernan) a w roli głównej pojawił się Terminator/gubernator, Arnold Schwarzenegger. Zasadniczo chodziło o to, by zabić "coś", co sieje postrach i pogrom w południowoamerykańskiej dżungli. Kiedy okazało się, że w nowym filmie Arniego zastąpi Adrien Brody, przeczuwałam, że "zabawa w strzelanie" będzie miała drugie dno. Jak zwykle, miałam rację.

Od razu uspokoję. Nie jest bardzo źle, ani nawet źle. "Predators" to przyzwoite kino akacji, trzymające w napięciu (choć na pewno nie tak jak oryginał), z kilkoma naprawdę miłymi zwrotami akcji. Filmu nie nafaszerowano efektami specjalnymi, przez co klimatem nieco przypomina pierwowzór. Ponownie grupa twardzieli, tym razem wybranych przypadkowo z rożnych stron świata i o rożnych "specjalizacjach", trafia do dżungli, gdzie musi stawić czoła dziwacznym, bardzo niebezpiecznym stworom. Z uwagi na scenariusz (rzecz dzieje się na innej planecie) więcej tu elementów science fiction (gdybym się chciała czepiać, napisałabym, że najbardziej fiction jest to, że na obcej planecie w jakimś opuszczonym wraku Brody znalazł łyżkę). I to wszystko jest w porządku. Biegają, strzelają, zasadzają się, giną, są statki kosmiczne i laserowa broń. W grupie jest jednak kobieta (Alice Braga), która miewa dylematy natury etycznej i moralnej. Waleczna brunetka poddaje w wątpliwość ludzkie wartości swych kompanów, a szczególnie pewnego najemnika (Brody). Za jej pośrednictwem, twórcy za wszelką cenę, chcą nas skłonić do refleksji nad współczesną kondycją człowieczeństwa. Nie robią może tego bardzo nachalnie, ale i tak pełne wyrzutu spojrzenia bywają irytujące. Zamiast tego, przydałoby się kilka bardziej widowiskowych scen walki, na przykład na drzewach albo można było bardziej popracować nad klimatem.

Poza tym jednym mankamentem dzieło Nimróda Antala ogląda się jednak dobrze. Brody, jak na swoje możliwości, jest umiarkowanie egzaltowany i ma całkiem nieźle wyrzeźbiony tors. Znakomicie sprawdził się pocieszny Topher Grace, wprowadzając swą jak zwykle histeryczną grą nieco humoru. Absolutnie genialne jest jednak wejście i sama rola Laurence'a Fishburne'a, który jest prawdziwym klejnotem tego filmu.

Jeśli nie damy zwieść moralistycznym gadkom, "Predators" okaże się porządnie napisanym i nakręconym, męskim filmem o zabijaniu potworów.

Joanna Moreno | Imperial - Cinepix

 

 

 
Recenzja filmu 'Shrek Forever'
Written by megafon    Wednesday, 14 July 2010 07:34    PDF Print E-mail

Shrek Forever" wieńczy serię o nieokrzesanym stworze, jego ukochanej Fionie, rozbrajającym Ośle i czarującym Kocie w butach. Od razu zdradzę, że twórcy nie żegnają się w wielkim stylu, ale jednak szkoda, że to już koniec.

Życie rodzinne to nie bajka. Wie to nawet Shrek. Nasz zielony bohater czuje się nieco przytłoczony szarością dnia codziennego i rutyną. Co tu dużo kryć. Ogr tęskni za kawalerskim stanem i marzy, by ponownie siać postrach i beztrosko taplać się w błocie. Zapomina jednak, że życzenia czasem się spełniają. Na swej drodze spotyka podstępnego Rumpelstiltskina, dzięki któremu na jeden dzień trafia do alternatywnego świata, gdzie nie ma żony ani dzieci. Nie wie jednak, jak wielką cenę przyjdzie mu zapłacić za chwilę wolności.

Brzmi poważnie i posępnie? I słusznie. Najnowsza produkcja Dream Works to najbardziej sensacyjna i mroczna z dotychczasowych propozycji o Shreku. Czekają nas pościgi, czarna magia, wybuchy, walki ogrów z czarownicami i - dla kontrastu - trochę tańca. Ponadto mamy nieco przygnębiający psychologiczny obraz "mężczyzny" przechodzącego kryzys wieku średniego, no i faustowskie motyw. Związane z tym liczne niuanse i paralele z rzeczywistością zdecydowanie bardziej docenią dorośli. Dla maluchów pozostają w zasadzie znane już doskonale baśniowe mądrości o wadze przyjaźni i miłości oraz docenianiu tego, co się ma.

Paradoksalnie najsłabszą stroną "Shrek Forever" jest humor. Owszem, pojawiają się tradycyjne już popkulturowe odniesienia i puszczanie oka do dojrzałego widza, ale jest tego tyle, co Kot (w butach) napłakał. Za to całkiem zgrabnie prowadzona jest narracja. Fabuła naprawdę wciąga, oto bowiem Shrek musi ponownie rozkochać w sobie żonę, co nie byłoby może aż tak trudne, gdyby nie fakt, że Fiona jest w zasadzie niższą, grubszą i bardziej zieloną wersją wojowniczki Xeny stojącą na czele La Résistance i nie w głowie jej romanse czy "czekoladki" od przystojniaków.

"Shrek Forever" nie ma tego uroku co poprzednie części (szczególnie pierwsza i druga), jest też zdecydowanie mniej zabawny, ale trzyma w napięciu, a Osioł wraz Kotem w butach po raz kolejny okazują się mistrzami dialogów. Acha, i dzięki filmowi można wysłuchać "Sure Shot" Beastie Boys w wersji na... flet. Mimo wszystko, łza się więc w oku kręci, że Shrek już nie wróci. 
 
Joanna Moreno | UIP

 
Recenzja filmu 'Saga Zmierzch: Zaćmienie'
Written by megafon    Wednesday, 14 July 2010 07:22    PDF Print E-mail

Twórcy "Zaćmienia" zdecydowanie wyciągnęli wnioski z błędów, które popełnili przy okazji "Księżyca w nowiu" i zgodnie z obietnicą nakręcili obraz, który może spodobać się męskiej części publiczności.

Odtwórca jednej z głównych ról, Robert Pattinson, zapewniał, że film jest inny niż poprzednie części sagi, że pojawiają się w nim mocne sceny walki i że nawet przypomina horror. Z tym ostatnim wampir przesadził, ale reszta się zgadza. Tym razem darowano nam wynurzenia Belli i jej nieustające zachwyty nad "ukochanym", które u Stephanie Mayer ciągną się przez setki stron. Głównym wątkiem jest zemsta Victorii, która z całą armią nowo narodzonych wampirów chce dopaść Bellę a rodzina jej drogiego Edwarda oraz zaprzyjaźnione stado wilków próbują jej w tym przeszkodzić.

Skoncentrowanie się na sensacyjnym motywie, sprawiło, że "Zaćmienie" jest dynamiczne i nasycone akcją. Miejsce westchnień i ckliwych wyznań miłości (spokojnie, drogie panie, one też są), w dużej mierze zajęły treningi przed bitwą i same potyczki. Oglądanie latających, ukręconych łbów krwiopijców czy rozrywanych przez wilki ich skamieniałych ciał jest o wiele atrakcyjniejsze niż maślane oczy Belli. Niestety, ujęcie powieści z takiej perspektywy sprawiło, że pozostałe wątki, w tym retrospekcyjne, potraktowane zostały bardzo pobieżnie. Nie byłoby w tym nic złego, twórcy starali się jednak oddać jak najwięcej z książki, przez co całość jest mało spójna i jawi się jako skrótowy zlepek zdarzeń, które nie od razu łączą się w logiczną całość. Wystarczyło pominąć kilka z nich i skupić się na zbudowaniu mniej wiernej literackiemu oryginałowi, za to ciekawszej pod względem filmowym fabuły.

"Zaćmienie" ma jeszcze jedną wadę - Taylora Lautnera. Pod względem wyglądu chłopak jest idealnie dobrany, jego muskulatura jest bardziej niż apetyczna, jednak słabo gra. Jacob z powieści jest pewnym siebie, nieco aroganckim i charyzmatycznym kolesiem, którego utarczki z Edwardem a nawet Bellą są jednym z najjaśniejszych punktów powieści. Tymczasem Lautner zupełnie nie potrafił oddać uroku tej postać, a tym samym pozbawił widzów iskrzących interakcji ze swym rywalem. 
 
Joanna Moreno | monolith

 
Recenzja filmu 'Czwarty stopień'
Written by karolina    Monday, 12 July 2010 16:05    PDF Print E-mail

"Czwarty stopień" to wyjątkowe kino science fiction, w którym nie ma spektakularnych wypraw w kosmos, przerażających Obcych, czy choćby obrazów latających spodków, tylko słabej jakości nagrania wideo.

Tytuł filmu odnosi się do skali ważności spotkań z istotami pozaziemskimi. Czwarty stopień - najtrudniejszy do udokumentowania i najpoważniejszy - oznacza uprowadzenie przez kosmitów. Akcja filmu rozgrywa się w osłoniętym przez góry miasteczku Nome na Alasce, które bardzo często nawiedzane jest przez agentów FBI, badających tajemnicze zniknięcia. Ofiarą takiego właśnie zniknięcia padła rodzina doktor psychologii Abigail Tyler, która na co dzień zajmuje się leczeniem pacjentów cierpiących na bezsenność. W trakcie terapii odkrywa, iż powodem ich stanu jest fakt, że obcowali z UFO.

Temat spotkań z kosmitami nie należy do najłatwiejszych i filmowcy muszą naprawdę nagimnastykować się, aby utrzymać widza w napięciu. Aby uwiarygodnić losy głównej bohaterki, reżyser "Czwartego stopnia" Olatunde Osunsanmi posłużył się formą fałszywego dokumentu. Zestawia ze sobą stylizowane na archiwalne nagrania wideo wywiadów z rzekomo prawdziwą doktor Tyler, a następnie kontrastuje je z ich filmowymi rekonstrukcjami. Pierwszą psycholożkę gra nieatrakcyjna, sama przypominająca ufoludka o pociągłym obliczu Charlotte Milchard, a drugą - była modelka Milla Jovovich. Wraz z rozwojem fabuły pojawiają się zapisy spreparowanych porwań przez kosmitów, w trakcie których ofiary posługując się językiem sumeryjskim, przekazują ważkie dla ludzkości treści. Materiały te są tak samo niewiarygodne, jak i reżyserska wizja ofiar porwania. Osunsanmi każe nam bowiem uwierzyć, iż jedynym efektem agresji przybyszów z gwiazd jest wytrzeszcz oczu i niezwykle wolna mowa. Największy jednak błąd reżyser popełnił obsadzając w roli głównej Jovovich, gwiazdę, która od roli w filmie science fiction "Piąty element", poprzez udział w serii ekranizacji gier wideo "Resident Evil", konsekwentnie buduje wizerunek kobiety silnej, absolutnie odpornej na ataki istot nie z tej ziemi. Czyli odmiennej od rozhisteryzowanej pani doktor w wyciągniętym swetrze i z kokiem na głowie.

Wszyscy wielbiciele dobrego kina science fiction powinni zatrzymać się na trzecim stopniu, czyli klasycznym filmie Stevena Spielberga o naprawdę bliskich i naprawdę przejmujących spotkaniach z kosmitami.
Alicja Gancarz | best film

 
  • «
  •  Start 
  •  Prev 
  •  1 
  •  2 
  •  3 
  •  4 
  •  5 
  •  6 
  •  Next 
  •  End 
  • »


Page 1 of 6

Partnerzy

Polski Instytut Sztuki Filmowej

Państwowa instytucja kultury odpowiedzialna za rozwój polskiej kinematografii oraz za promocję polskiej twórczości filmowej za granicą.

www.pisf.pl

Magazyn Polski PingPong

Największa w Polsce strona o tenise stołowym.

www.pingpong.com.pl

Medical Tourism in Poland

Medical Tourism in Poland to specjalistyczna platforma turystyczno-medyczna, która oferuje możliwość bezpośredniego kontaktu do danego specjalisty , jak również wyboru najlepszego gabinetu medycznego w Polsce.

www.tourism-medical.net

free viagra sample | side effects of viagra | cheap viagra | viagra for women | lowest price viagra | Purchase viagra | order discount viagra | female use of viagra | generic viagra
porno izle porno porno porno izle liseli porno izle sikis dizi izle